Wyprawa – Od jeziora Dadaj do Tumiańskiego w canoe Skin On Frame

Ta krótka, ale ekscytująca przygoda, wydarzyła się całkiem mimochodem. Byłem z rodzinką na majówkowym wypadzie na łowisku Robinson, w okolicach jeziora Dadaj. A, że zawsze staram się ciągnąć ze sobą moje lekkie kanu „Luminous” zbudowane w technologii SOF – skin on frame to oczywiście musiałem wykorzystać chwilę i wybrać się na mały spływ, to już staje się coroczną tradycją.

W głębokiej dolinie rzeki gdzieś pomiędzy Jeziorem Dadaj a Tumiańskim

W głębokiej dolinie rzeki, gdzieś między jeziorem Dadaj a Tumiańskim.

Temperatury nocne jeszcze nie rozpieszczały, poranny szron na łowisku znikał równocześnie z linią słońca wyłaniającą się sponad ciemnej ściany lasu. Wypad nad jezioro miał być połączony z wspólną rodzinną wycieczką po jego brzegach. Zarzuciłem canoe na dach auta i ruszyliśmy na rekonesans południowej linii brzegowej. Okolica stawała się coraz bardziej odludna i dzika. Od tej strony jezioro otaczają znaczne wyniesienia, pagórki morenowe. Po zarośniętej i mało uczęszczanej drodze samochód to wynosił się ponad otaczającą okolicę, to znów zapadał w obniżenia pomiędzy wzniesieniami, co rusz ukazując przepiękne panoramy na całe jezioro. W końcu dotarliśmy długim zjazdem do samego zbiornika. Woda chlupotała tu przyjemnie, rozpędzone falki rozbijały się o nawietrzny brzeg, rozbłyski na pofalowanej tafli jeziora dopełniały impresjonistyczny obraz całości.

Przepiękny, ale chłodny i wietrzny dzień. Zanim wypłynąłem na docelową trasę przewiozłem jeszcze Maćka mojego młodszego syna, ale trochę z sercem na ramieniu. Czułem się niepewnie, woda miała zapewne 5 lub 6 stopni, wiał dość silny wiatr 4 a chwilami 5 B. Wyobraźnia podsuwająca obraz, nieoczekiwanej „kabiny” z maluchem na pokładzie, co też trochę usztywniało technikę mojego wiosłowania. Kazałem się nie wiercić załodze. Zrobiliśmy w tą i z powrotem po pół kilometra i łódka ponownie wylądowała na brzegu. Suchą nogą Maciek wydostał się na twardy ląd. Wrzuciłem do canoe niezbędny sprzęt, pożegnałem z Ulą, Michałem i Maćkiem, umawiając się na telefon z informacją skąd będą musieli mnie odebrać. I w drogę.

Trasa spływu.

Wystartowałem z południowo-zachodniej odnogi jeziora. Wiało z 9-11-ej a czasem w „mordę”. Na jeziorze nikogo oprócz dwóch łodzi na silnikach, wędkarze zakutani jak mumie w kominiarkach. Lubię takie okoliczności przyrody, słoneczna ostra pogoda, majowy północny wiatr, mimo, że wokoło prawie żywej duszy, jak wiele się dzieje, żywioły wiatr i woda potwierdzają swoją siłę. Nieźle się muszę namachać wiosłem, aby dotrzeć do majaczącego na północno-wschodnim kierunku cypla, gdzie odpocznę. Później wiatr będzie już tylko boczny i w plecy, ale ta miła perspektywa jeszcze przede mną.

Nieźle wypompowany ciągłym drałowaniem docieram po jakiejś półgodzinie do cypla. Musze go opłynąć aby się schronić na zawietrznej. W tym momencie trochę zaczynam cię stresować, to jeszcze nie panika, ale przez kilka pociągnięć wiosłem muszę ustawić moje małe canoe całkowicie bokiem do fali. W końcu docieram niemal do brzegu, dziób niemal dotyka piasku, odkładam wiosło poziomo na obu burtach. W tym samym momencie canoe dostaje bujniecie od fali, wiosło zaczyna ześlizgiwać się do wody, moja nazbyt gwałtowna reakcja chwytania wiosła powoduje przegłębienie lewej burty i już za chwilę, aby nie stracić równowagi i nie nabrać za dużo wody stoję po łydki w wodzie. Wyciągam canoe na brzeg i w duszy sam się z siebie śmieję. Buty przemoczone, a woda wydaje się być cholernie zimna. To taka mała przestroga, która uświadamia mi, że mimo kamizelki, po wpadnięciu do wody byłoby jednak nieciekawie. Samotne pływanie w takich warunkach daje niezły dreszczyk emocji. Butów i skarpet na zmianę nie zabrałem, miał to być szybki, paru godzinny wypad. Dzięki sporemu wydatkowi energetycznemu nawet nie poczułem zbytnio wyziębienia stóp.

Po minięciu cypla, to już będzie bułka z masłem, aż do ujścia rzeczki łączącej jezioro Dadaj z Tumiańskim będę miał już tylko wiatr w plecy. Płynąc luźno i bez wysiłku widzę jak wędkarze na łodziach z silnikami chowają się w cieniu wiatru za kolejnymi wyspami, zarzucają parę razy i gonią w cień wiatru za kolejną wyspę. Naprawdę są solidnie poubierani. Ja na wiośle nie potrzebuje aż takiej ochrony, jest mi ciepło w jednym polarze i kurtce przeciwwiatrowej, kamizelka też dodatkowo mnie chroni.

Tu już w lekkim zaciszu za cyplem. Jezioro Dadaj.

Tu już w lekkim zaciszu za cyplem. Jezioro Dadaj.

Jazda na fordewindzie to super zabawa, wystawiam na działanie wiatru jak największą powierzchnię siebie i unoszę dodatkowo wiosło, wiatr pcha mnie aż miło. Mapa wskazuje, że ujście jest gdzieś przede mną, intuicyjnie szukam na horyzoncie równoległej linii lasu, oraz pagórków mogących wskazywać ujście wód jeziora do koryta rzeki.

 

Często tak zwana perspektywa powietrzna zdradza przestrzenny układ widzianego na płasko horyzontu, lekkie jaśniejsze i ciemniejsze pasma drzew zdradzają ukształtowanie terenu. Przymrużenie oczu powoduje dodatkowo dokładniejsze rozpoznanie sytuacji – wyostrzenie głębi ostrość krajobrazu. Za chwilę wpływam w strefę rzeki, wiatr nagle cichnie, i momentalnie otoczenie zmienia swój nastrój. Cisza, brak wiatru i tylko szemrząca w głęboko wciętej dolinie rzeka.

Ujście jeziora Dadaj do rzeki.

Ujście jeziora Dadaj do rzeki.

 

Pochowane pod wodą przybrzeżne rośliny wskazują na wysoki poziom wody. Ostre słońce gra w dolinie kontrastami. Otoczenie jest niemal monochromatyczne, bezlistne drzewa i niesamowicie rozświetlona złota wstążka rzeki. Ten obraz zapamiętam na długo, i długo się nim delektuję. Takie impresje po długiej zimie to prawdziwa uczta dla oka.

 

Most Dadaj

Most zaraz za ujściem wód do jeziora.

Mimo wysokiego poziomu wody rzeczka jest spławna, a liczne zwałki (powalone w korycie rzeki drzewa) nie zamykają całkowicie światła przepływu mojego canoe. Przyjemnie pokonuję kolejne zakola głębokiej doliny, aż w pewnym momencie słyszę pobudzający wyobraźnie głośny szum. Szybko się mobilizuję, w mgnieniu oka chowam kamerkę za pazuchę, aby się niezwłocznie przygotować do solidnej pracy wiosłem.

 

Dolina rzeki.

Dolina rzeki.

Za kolejnym zakrętem już widzę co się dzieje. Rzeka nabiera solidnego rozpędu, niemal fizycznie czuję znaczne pochylenie kierunku spadku nurtu. W duchu modlę się, aby za kolejnym zakrętem nie było jakiegoś zwalonego drzewa, przegradzającego poniekąd kilkumetrową rzeczkę. Gwałtowne przyparcie do przeszkody może skutkować nieuchronną wywrotką. A sprzęt elektroniczny nie jest do końca zabezpieczony.

 

Ciemna dolina

Kontrasty światła „w ciemnej dolinie”

Przede mną najbardziej wymagający odcinek ok. 200 m, zbliżony swym charakterem niemal do rzeki górskiej, którego przebycie da mi najwięcej satysfakcji i adrenaliny. Maksymalne skupienie na czytaniu rzeki umożliwia mi przebycie tego odcinka bez jednego zaczepienia o mijane przeszkody. W końcu canoe jest pokryte tylko impregnowanym płótnem poliestrowym i o punktowe przebicie jest ponoć bardzo łatwo (jeszcze mi się ni przydarzyło). Niestety jak zwykle w takiej sytuacji nie miałem kamerki odpowiednio przygotowanej do sfilmowania najciekawszych momentów spływu.

Bystrze.

Bystrze zaraz za zakrętem.

Po przepłynięciu bystrza rzeka całkowicie zmienia swój charakter przechodząc w olszowe rozlewiska porośnięte wystającymi ponad lustro wody malowniczymi kępami traw. Hałas bystrza stopniowo ginie za moimi plecami i ustępuje wszechogarniającej ciszy zakłócanej jedynie przez nieliczne i jeszcze nieśmiałe zaśpiewy ptaków.

Postój

Postój na popas.

Za parę chwil, po kilku meandrach koryta wśród trzcinowisk wpływam na jezioro Tumiańskie. Na ostatni etap wyprawy wybieram jednak wersję płynięcia z wiatrem i kończę spływ przy mostku krzyżującym się z drogą prowadzącą do campingu Nr 10 w Tumianach . Wyrzucam cały sprzęt i canoe na brzeg i zmęczony, z wielką przyjemnością wyleguję się na trawie, w promieniach ostrego wiosennego słońca. Za chwilę przyjeżdża po mnie Ula…

Taki krótki i spontaniczny wypad może być nawet najbardziej pamiętnym. Dla mnie były to najbardziej «magiczne» i bogate we wrażenia godziny tego roku ( 2017 r. ).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *